Na zdjęciu maskotki do których przyczepione są klucze do pryszniców(znajdujących się,jak na Openerze, w przyczepie na parkingu),inteligencją prawdopodobnie przewyższające opisane w poście osoby.
Kto by pomyślał, że nie każdy nadaje się do demolowania domów. Z początku miałam wrażenie, że wszyscy wykonują tu świetna robotę. Ale kiedy przyjechałam było jeszcze zimno i rzadko zgłaszali się wolontariusze jednodniowi, więc przebywałam w doborowym towarzystwie ludzi, którzy naprawdę chcą i potrafią. Teraz, z poprawą pogody, coweekendowe wesołe grupy pseudo-wolontariuszy nawiedzają naszą bazę.
Przyjeżdżają przede wszystkim studenci, ktorym zależy najwyraźniej jedynie na wpisie doświadczenia w CV. Okazuje się, że aspirowanie do zdobycia wyższego wykształcenia niekoniecznie równa się umiejętności obsługi młotka.
To jednak najmniejszy z problemów. Schody zaczynają się, kiedy początkowo nieśmiało popukujący w parapet student pojmie, że narzędzie to może przynieść sporo frajdy.
Młotek staje się wtedy jedynym narzędziem wartym uwagi. Przecież waląc w jeden punkt wystarczająco długo, można dokopać sie do Chin, jak mówił mi wujek. Najwyraźniej wszyscy studenci przyjeżdżający do Long Beach czytali tą samą bajkę przed snem.
Wszelkie próby włożenia łomu w drugą rękę debila spalają na panewce. Spojrzę w inną stronę, i już łom stoi oparty o ścianę, a student napierdala.
Tylko nie do końca rozumie, po co to robi i jakie konsekwencje może mieć walenie w rurę przy kaloryferze. Jak pisałam wcześniej, domy są tu budowane super lekko i trzeba mysleć, zanim walnie się w strategiczny punkt, który spowoduje zawalenie całego sufitu. Warto byłoby uprzedzić o tym 10 innych osób pracujących obok.
Zatem w weekendy wynajduję sobie zajęcia z dala od day volunteers, bo po prostu się o siebie boję. Na początku, kiedy widziałam grupę czterech piękności uzbrojonych w śrubokręty i dyskutującą nad usunięciem jednego kawałka dykty 1 na 1 przez ponad 10 minut, podchodzilam i demonstrowałam to, co kazdy z nas powinien wiedzieć jeśli nie z pierwszej lekcji fizyki, to przynajmniej z doświadczenia otwierania puszki konserw. Teraz po prostu uciekam do innego pokoju.
Na pocieszenie nucę pod nosem:

0 comments:
Post a Comment