M. spędza pół dnia grając w rąbankę na komputerze wrzeszcząc przy tym jakby od wyniku naprawdę zależały losy świata. G. wyrosła w rodzinie Mormonów przechrzczonych ze Świadków Jehowy, a żeby ją obudzić trzeba za każdym razem zrzucić ją z materaca i wlec za ręce parę metrów po podłodze, co ochoczo robi A., która zanim została wolontariuszką pracowała w sprzedaży- tłumacząc klientom, że produkty jej firmy są beznadziejne, bo nie potrafiła kłamać. J. nigdy nie widziałam jedzącego, za to wypija 5 litrowych puszek napoju energetycznego dziennie. D. w moim przekonaniu nigdy nie dochodzi do stanu pełnej trzeźwości, ale kiedy pracujemy jest jak buldożer. Ja z kolei jestem znana z tego, że wstaję przed ustawionym przez siebie budzikiem, po czym wlekę się do łazienki, a alarm budzi wszystkich naokoło, i mimo tego, że co rano obrywam wszystkim co pod ręką, następnego dnia historia się powtarza.
Jesteśmy oficjalnie świrami. Chyba trzeba być wariatem żeby być wolontariuszem dłużej niż przez weekend. Jednocześnie nie ma tu ani jednej osoby, której bym nie lubiła. Tolerancja jest tu przedefiniowana. Nie wyobrazam sobie, co mogłabym zrobić, co nie zostałoby potraktowane z pełnym zrozumieniem. Liczy się jedynie to, jak pracujesz co rano.


0 comments:
Post a Comment