About Me

Powered by Blogger.

Friday, May 24, 2013


Kto jeszcze nie wie- wróciłam do Sopotu, a sezon łapinowy, gdzie pracuję jako instruktor wszelkich aktywności outdoorowych dla wycieczek szkolnych można powoli uznać za rozpoczęty!Wprawdzie jeszcze nie próbowaliśmy przepychać rowerów wodnych pod pomostem, ale za to widok zakonnic w kanoo jest bezcenny:) Firma guru.edu.pl pozdrawia i zaprasza na biwaczki!

Pies Nowojorski.

Koniec filmu "Adwokat Diabła" - Keanu uświadamia sobie, że wszystko, co myślał, że już się stało i jest nieodwracalne(a trochę się zdarzyło- żona podcięła sobie gardło i okazało się, że sam diabeł jest jego ojcem) było tylko wersją rzeczywistosci, która mogłaby mieć miejsce, jeśli podjąłby jedną złą moralnie, ale dobrą dla jego kariery decyzję. Wiedząc to świadomie przegrywa rozprawę w sądzie, tak by ta wizja nigdy nie mogła się ziścić.
Akcja filmu toczy się nie bez przypadku w Nowym Jorku. Szatan ma tu w ręku całe spektrum narzędzi służących pozyskaniu duszy nieszczęśników przyjeżdzających tu pewnego dnia z 10 dolarami w kieszeni i szlagierem Franka Sinatry za przewodnika.

Słynne, delikatnie zarzygane figurki z nowojorskiego metra.

Może zrobienie tu kariery jest przygodą samą w sobie, jednak rzeczywistość ma niewiele wspólnego z tym, co widzimy na filmach. Prawda jest taka, że Nowy Jork nie jest "glamorous"(brak dobrego odpowiednika w naszym pięknym języku) dla większości śmiertelników. Przeciętna osoba wynajmuje 10 metrowy pokój z uroczym widokiem na nic, ale za to z bezpłatnym towarzystwem karaluchów, pluskiew, lub jednego i drugiego jednocześnie. To, co my uważamy za absolutne podstawy, czyli pralka i zmywarka, tu należą do rzadkości, więc niezależnie od pogody całe miasto dyga z worami do pralni, gdzie nikt nie mówi po angielsku.
Choć w sumie, po co komu zmywarka? W końcu pracuje się po 14 godzin dziennie, dojazd do domu zajmuje kolejne dwie, bo tylko wariaci mieszkają na Manhattanie, zatem w szafkach w kuchni urządza się garderobę, a w lodówce pod dostatkiem jest jedynie światła.
Poza tym gotowanie dla jednej osoby jest nieopłacalne- ale jak masz tu kogoś poznać, skoro całe życie spędzasz w pracy?
Jasne, że trochę przesadzam. Podczas pobytu tutaj powracało do mnie jednak ciągle pytanie- czy chciałabym tu mieszkać?
Teraz myślę, że pytanie powinno raczej brzmieć- czy kochasz Nowy Jork na tyle by zrównoważyć to całe gówno które dzieje się naokoło?

I choose Jamaica:)

Dla przykładu: jeśli myślisz, że słynna żółta taksówka to przejaw luksusu, pomyśl jeszcze raz. Miły taksówkarz to oksymoron. Mnie jeden zrugał za to, że nie umiałam go pokierować- w końcu z jakiej racji miałby znać drogę? Reszta słów wydobywajacych sie z jego ust była już w nieznanym mi języku( w większości taksówkarze to Banglijscy ,Pakistańscy lub Indyjscy imigranci, często lekarze bez nostryfikacji nawijajacy z rodziną przez telefon 24 na dobę).
Sprzedawcy nowojorscy z kolei posiedli niesamowitą umiejętność obsługiwania klientów bez spojrzenia im w oczy ani przerywania rozmowy ze znajomymi. 
Ludzie skaczą pod metro jak koniki polne- tylko podczas mojego pobytu trzykrotnie albo ja, albo ktoś znajomy spóźnił się na spotkanie, ponieważ ruch na trasie zostaje oczywiście na parę godzin wstrzymany.
Subway to w ogóle osobny temat- źródło największych frustracji i radości. Poważnie, dlaczego wszyscy bezdomni zjeżdzają do Nowego Jorku? Wydawałoby się, że takie Los Angeles byłoby o wiele przyjemniejsze. W uszach ciągle dźwięk monet podrzucanych w papierowym kubku. I tylu poważnie chorych ludzi, naocznie, mówiących do siebie albo co gorsza do ciebie, jesli przez przypadek spojrzysz im w oczy.
Tak myślałam przez pierwsze parę dni- widziałam tylko pośpiech, agresję i zmęczonych ludzi.
Ale jednocześnie ani razu nie zdarzyło się, żebym musiała targać bagaże sama po schodach(a zaliczyłam jakieś 7 przenosin,więc wiem coś o walizkach w nowojorskim metrze). Zawsze w jakiś absolutnie magiczny sposób znalazł sie ktoś, kto nawet nie pytając, czy potrzebuję pomocy, po prostu chwytał moja walizkę, biegnąc przenosił w górę schodów...i już go nie było, znikał jak anioł stróż.


 I te momenty zapamiętam na zawsze. Mimo zupełnej anonimowosci w wielkim mieście, a może właśnie przez nią, ludzie zdobywają się na gesty niesamowitej uprzejmości w miejscach, gdzie nikt tego się nie spodziewa. Trochę jakby chcieli Ci powiedzieć- hej, wiem jak to jest, skoro tu jesteś to też walczysz tak jak ja, wiem, że nie jest ci lekko, ale jesteśmy w tym szaleństwie razem, nie poddawaj się.
I te wszystkie mini-koncerty i przedstawienia o trzeciej nad ranem, i niewidomy wyśpiewujacy swoją duszę w przejściu podziemnym- w tych momentach łatwo przypomnieć sobie, co jest w tym mieście tak wyjątkowe, coś w tych ulicach, w tej atmosferze, czego rzeczywiście nie doświadczę nigdzie indziej na świecie.
Pewnego dnia siedziałam z Justyną na kawie i chciałam jakoś ubrać w słowa wszystkie te myśli.
"Wiesz, życie tutaj kojarzy mi sie z tym syndromem, nie pamiętam, jak się nazywa...syndrom..."
"Sztokholmski?" dokończyła za mnie Justyna, zanim zdążyłam jej wytłumaczyć, o co mi chodzi.
Syndrom sztokholmski to w dużym uproszczeniu syndrom miłości ofiary do swojego oprawcy. W pewnym sensie tak widzę relację, którą Nowojorczycy nawiązuja ze swoim miastem. A radość z tych chwil, kiedy w końcu da się mu prztyczka w nos, kiedy naprawdę ktoś wzniesie sie na szczyt- to musi być niesamowite uczucie.

Początkująca artystka z torebunią Luiwitą ma szansę na karierę

Jednak decydując się na pracę w Nowym Jorku, nie można myśleć, że "może się uda". Trzeba zakładać skupienie na sukcesie na 200%, inaczej można równie dobrze w ogóle nie zaczynać.
Ja natomiast, jak Keanu w filmie, zobaczyłam siebie za pięć lat, gdybym podjęła tę ścieżkę- i ta wizja mi sie nie spodobała. Zbyt ważna jest dla mnie jakość życia tu i teraz, a nie skupianie całej swojej energii na obrazie portiera otwierającego drzwi do mojego mieszkania przy Central Parku za 20 lat.
Kto jednak pamięta uśmiech Ala Pacino z ostatnich pięciu sekund filmu, wie, że "nigdy nie mów nigdy".
New York I salute You.




.


Thursday, May 23, 2013





Tyle piękna w całym Long Beach... Jeszcze zdjęcia z wolontariatu.
Dave:)
Gina!!!
Kącik Whitney.
Powrót Landona, jak zwykle masa emocji.
Dylan.
Nasi:)

Już w Polsce od trzech tygodni, absolutnie na nic czasu poza imprezą. Powoli zaczynam godzić się z faktem, że już nigdy nie będę z blogiem na bieżąco, ale w sumie co z tego? Wygrzebuję fajne foty fajnych ludzi z wyjazdu, musiały się tu zjawić. Miss you guys!
 
Twitter Facebook Dribbble Tumblr Last FM Flickr Behance